Patcha-Tusan, cokół świata (1/3) |
|
|
Liczący cztery tysiące czterysta metrów, jest najwyższym wierzchołkiem świętej doliny Inków. Wspinaczka okazuje się wolna, żmudna - i przyjemna. Lasy eukaliptusowe, wśród których przemykają spłoszone sarny, poją nas kojącym zapachem. Wyżej, rozprzestrzenia się przed nami rozległy płaskowyż. Osamotnione chatki zdają się płynąć po polach na wietrze. Krowy podnoszą głowy, by omieść wędrowców obojętnym wzrokiem. Pozostawiając je ich nieustannemu przeżuwaniu, podążamy błotnistą ścieżką, która doprowadza nas do potoku i dwóch dziwnie mieniących się stawów. A tam - czas staje.
Szeptem strumień płynie
cichy - czy mnie minie?
Czar osnuwa myśli
nęci obiecuje pieści
Migotliwa ciemna struga
jasnych oczu krociem mruga
W łożu jej na chwilę przysnąć
dno piaszczyste stopą musnąć
|