Patcha-Tusan, cokół świata (3/3) |
|
|
Oddalam się coraz bardziej od rwącego nurtu, macam piętrzące się wokół skały. Drżąca ręka trafia w pustkę, tam gdzie jej być nie powinno. To mała grota. Bez wahania kulimy się w jej wnętrzu. Podłoże twarde, ściany lodowate. Ciasno, lecz mamy dach nad głową. Opada nas szaleńczy śmiech. Nad nami migocą niezliczone gwiazdy. Tylko one nas słyszą zapewne szepcąc do siebie: “Oto dwóch takich, co postradali zmysły…”
Chłód się wzmaga, mrozi nasz śmiech. Jest druga lub trzecia rano. Nie mam kurtki, ciepłych spodni, nawet butelki whisky; wciąż biegam w kółko, by nie zastygnąć. Ciemność.
Dochodzi piąta. W oddali poświata.
Wyczerpany padam na trawę.
Wróciliśmy z daleka.
|
|
|